Dwadzieścia lat później – Dreszcze

Dwadzieścia lat później
antologia: Dreszcze
rok: 2016
(uwaga: całość opowiadania dostępna tylko na papierze)
 
 
 
 
 
 
 
Anna

Nie mam żadnych zastrzeżeń do twojej pracy – powiedział manager, robiąc minę troskliwego wujka, która doprowadzała Annę do szału. – Masz najlepsze statystyki, zawsze dotrzymujesz terminów i nie było na ciebie ani jednej skargi od klientów. Niepokoją mnie natomiast twoje relacje z zespołem.

Mężczyzna zawiesił głos i spojrzał na nią uważnie, jakby czekał aż kobieta zacznie się tłumaczyć, przepraszać albo bronić. Anna odwzajemniła jednak tylko to spojrzenie, udając nawet lekkie zdziwienie, bo nic lepszego nie przyszło jej do głowy.

Nie będę cię częstował frazesami o jednej wielkiej rodzinie – manager jakimś cudem dał radę połączyć w swoim uśmiechu pewność siebie i zakłopotanie. – Widzę jednak, że unikasz kontaktu z kolegami. Nie zauważyłem, żebyś się z kimś zaprzyjaźniła, wychodziła z ludźmi na obiad albo kawę.

Anna milczała. Nagle zobaczyła jak na szyi mężczyzny naprzeciw niej zaczęła rysować się cienka czerwona linia, z której początkowo nieśmiało spływały pierwsze krople krwi. Stopniowo nacięcie stawało się coraz szersze, a krwawienie intesywniejsze.

To tylko złudzenie – powtórzyła kilka razy w myślach starając się zachować niewzruszoną minę, gdy głowa managera poleciała do tyłu, zawisając na nieprzeciętym pasie skóry. Fontanna krwi chlusnęła na jego białą koszulę i otwarty laptop.

Kobieta zamrugała i potarła ręką oczy.

Przepraszam, nie chciałem cię zranić – powiedział speszony manager.

Kiedy Anna podniosła wzrok, jego głowa znów była na swoim miejscu, a koszula lśniła czystością jak w reklamie proszku do prania. To tylko złudzenie – pomyślała jeszcze kilka razy, jakby ta mantra chroniła przed złem. Przynajmniej tym razem zadziałała.

To ja przepraszam – odparła, starając się, by jej głos brzmiał choć trochę mniej chłodno. – Kiedy jestem w biurze, koncentruję swoją uwagę na kolejnych zadaniach.

Jako twój manager powinienem to pochwalać, ale chciałbym, żebyś znalazła też wspólny język z kolegami.

Anna pokiwała skwapliwie głową, bo czuła, że inaczej ta rozmowa nigdy się nie skończy.

Postaram się – zapewniła.

Cieszę się.

Mężczyzna wstał i uścisnął jej dłoń. Gdy Anna wychodziła, usłyszała za plecami pośpieszne stukanie klawiatury. Zapewne manager właśnie próbował opisać cały rok ciężkiej pracy możliwie jak najmądrzej brzmiącymi i jak najmniej mówiącymi zdaniami.

Usiadła przy biurku, odblokowała komputer i wymruczała pod nosem przekleństwo na widok przypomnienia o telekonferencji, która zaczęła się pół godziny temu. No nic, zadzwoni do klienta i powie, że nie mogła w niej uczestniczyć, bo wyszła na kawę z koleżankami. W końcu obiecała przedkładać relacje towarzyskie nad pracę.

W jednej chwili trzymała myszkę, w drugiej jej dłoń zacisnęła się na drewnianym trzonku. Miała w ręku duży nóż, z którego ostrza spływała gęsta ciemnoczerwona krew. Szybko włożyła go do szuflady, starając się nią nie trzasnąć, żeby nie zwrócić uwagi kolegów.

To tylko złudzenie – zaczęła powtarzać znowu.

Jednocześnie Anna wychyliła się zza ścianki działowej i upewniła, że nikt tego nie zauważył. Przez dłuższą chwilę zamarła obserwując gabinet managera. Wstrzymała oddech, gdy ktoś podszedł do zasłoniętych żaluzją drzwi, ale na szczęście nie cofnął się ani nie zaczął wrzeszczeć, więc głowa mężczyzny musiała pozostać na swoim miejscu.

To tylko złudzenie. Anna odetchnęła kilka razy głęboko, licząc do pięciu, a potem zerknęła do szuflady. Nóż leżał pomiędzy pudełkami z zieloną herbatą i gorącymi kubkami. Trudno, czasem tak się działo. Będzie musiała teraz zostać do końca dnia w biurze, żeby wynieść go stąd niezauważenie. Na razie przesunęła tylko opakowanie ulubionej herbaty, by nie nasiąkło krwią, i poszła do łazienki po papierowy ręcznik do wytarcia blatu.

 

Dalszy ciąg w antologii Dreszcze