Brama
Creatio Fantastica
rok 2015
Porté obudził się w ramionach Liljan. Musiał zasnąć na chwilę. Patrzył, jak kobieta gładzi jego pierś, lekko unosząc palce, aby szpony nie poraniły skóry.
― Ktoś idzie ― szepnęła dziewczyna i już jej nie było.
Opadł na chłodną trawę. Uwielbiał, kiedy znikały, zwłaszcza bez ostrzeżenia. Czasami jeszcze przez kilka minut mówił do siebie, utwierdzając nadchodzącą osobę w przekonaniu, że ma do czynienia z wariatem.
Wsparł się na łokciach i rozglądał za intruzem. Zza wzgórza wyłoniła się jego młodsza siostra.
― Porté! ― krzyknęła. ― Ojce was wołają. Do wsi żołnierze zjechali. Ojce im mówili, że ty chory, ale nie słuchają. Oni każdego biorą. Mówią, że rozum na wojnie niepotrzebny.
Prawie całą wiadomość zdołała wyrzucić z siebie na jednym oddechu. Uwielbiał takie potoki słów wypowiadane w języku ludzi. Wyłapał słowa-klucze i poskładał informacje w całość. Skinął głową na znak, że zrozumiał.
Zuzia wzięła go za rękę i pociągnęła w kierunku domu. Może bała się, że sam nie trafi.